0

Spotkanie z Jackiem Dehnelem

 Przed południem 19 listopada 2009 w szkolnej auli odbyło się od dawna oczekiwane spotkanie z poetą, prozaikiem, felietonistą, tłumaczem i malarzem – absolwentem V LO w Gdańsku (matura 1999) – Jackiem Dehnelem. Autor czytał wybrane wiersze, fragmenty świeżo wydanego „Fotoplastikonu” i „Lali”, która doczekała się już czwartego polskiego wydania i została przetłumaczona na kilka języków.

Oprócz imponującego dorobku w dziedzinie literatury (dwanaście opublikowanych książek, m.in. londyńska edycja „Six Polish Poets”) zaprezentował również swój kunszt malarza. Takie osiągnięcia w wieku 29 lat muszą robić wrażenie. I zrobiły. Zainteresowani uczniowie chcieli wiedzieć, jak długo czekał na wydanie pierwszej książki, czy wartość utworów pisanych ręcznie jest inna od tych pisanych na komputerze i czy dzieła sztuki powstają pod wpływem natchnienia. Były pytania dotyczące wyboru drogi życiowej, zakresu dowolności interpretacji utworów przez czytelników, a nawet te, dotyczące garderoby twórcy. Żadne nie pozostało bez odpowiedzi, niektóre z nich dla wielu pytających mogą być długo pomocne w rozwiązywaniu ich życiowych dylematów.

W trwającym dwie godziny spotkaniu uczestniczyły klasy humanistyczne. Organizacyjnie przygotowała je i prowadziła polonistka Bożena Kudrycka. Szczegółowe relacje uczestników spotkania można przeczytać tutaj.

LJ


 Jacka Dehnela - legendarnego absolwenta naszej szkoły, laureata najbardziej prestiżowych nagród w dziedzinie kultury - miałam okazję poznać jesienią ubiegłego roku, kiedy wraz z kilkorgiem przyjaciół stałam się bywalczynią sopockich spotkań literackich w Dworku Sierakowskich. Z wyczekiwaną przyjemnością udałam się więc do auli na kolejne spotkanie ze słynnym poetą, prozaikiem i tłumaczem. Głos artysty czytającego swoje teksty sprawił, że wielka sala wypełniona czterema sektorami młodzieży z klas humanistycznych zamieniła się w kameralny salon literacki. Przed moimi oczami - widza z pierwszego rzędu - rozegrał się spektakl w dwóch aktach, gdzie główna rola należała do Jacka Dehnela, a reżyserem tego przedstawienia była p. prof. Bożena Kudrycka - inicjatorka i organizatorka spotkania. Pozostając przy konwencji teatralnej, można powiedzieć, że akt pierwszy był swoistym monodramem, podczas którego pisarz przede wszystkim czytał fragmenty pochodzące z dwunastu opublikowanych do tej pory książek, w tym nowo wydanego „Fotoplastikonu”, drugi zaś rozpisany został na dialogi uczestników spotkania z zaproszonym gościem. Między czytanymi tekstami znalazło się miejsce na opowieści Dehnela: o początkach kariery - debiutanckim zbiorze opowiadań „Kolekcja”, napisanym jeszcze przed maturą, a potem kilkuletniej walce o publikację „Lali”, która dziś doczekała się trzech polskich reedycji i czterech wydań zagranicznych; o czytelnikach - dzielących się na dwie kasty: nieprzejednanych zwolenników poezji lub prozy, wreszcie o procesie twórczym, który według niego jest skomplikowaną pracą umysłu. Przyszedł czas na wspomnienia ze szkoły (pierwsze próby translatorskie z pomocą prof. Sołmaz Kiazimowej) i na wspomnienie dzieciństwa w Oliwie w domu słynnej babci Lali Bienieckiej. Brawurowe (zakończone brawami) odczytanie fragmentu bestsellerowej powieści, której jest ona tytułową bohaterką, stało się pretekstem do nawiązania dialogu z publicznością.

 W akcie drugim tego niepowtarzalnego spotkania uczestnicy mieli szansę zadać twórcy pytania, z czego chętnie skorzystali i nauczyciele, i uczniowie. Powracającym wątkiem dyskusji były pytania o wybór drogi życiowej i karierę (gdyby nie osiągnął sukcesu w dziedzinie literatury byłby malarzem), o rolę domu (ważniejsze od atmosfery domu czy edukacji jest wejście w obszar kultury, która oferuje twórcom niezliczone możliwości). Powracały pytania o proces twórczy, o związek przeżyć życiowych z pisaniem (nie musi istnieć współzależność, bo nasz umysł jest w stanie sam wykreować każdą rzeczywistość), o pasje i sobowtóry literackie (podstawowym zajęciem pisarza jest czytanie), o sens analizowania i interpretowania poezji (zazwyczaj utożsamia się z odczytaniem swoich tekstów przez krytyków literackich). Pisarz przekonywał, że należy wytrwale szukać dyscypliny, w której człowiek może się spełnić, zachęcał, żeby brać udział w konkursach literackich i nie rezygnować z prób pisarskich, co było niezwykle ważnym przesłaniem dla kilku osób, których marzeniem jest wydanie napisanych przez siebie tekstów. Nie zabrakło pytań o styl ubierania się, o charakterystyczny strój pochodzący jakby z innej epoki, którym autor zaznacza swą odrębność i nieprzystawalność do dzisiejszych czasów. Odpowiedzi były dla jednych satysfakcjonujące, dla innych zdawkowe, ale w trakcie godzinnej dyskusji, w której publiczność bez skrępowania zabierała głos, nie starczyło czasu dla wszystkich. Ostatnie minuty były również ucztą dla oczu, gdyż mieliśmy szansę zobaczyć obrazy namalowane przez Jacka Dehnela, pochodzące z jego kolekcji.

Bohater spotkania sprawił, że na kilka chwil przeniosłam się w zupełnie inną (co tu ukrywać - lepszą) rzeczywistość, ale magiczny moment zakończył płynący nieubłaganie czas. Epilogiem tego „przedstawienia” w wykonaniu ucznia, który wrócił po dziesięciu latach do swojej szkoły już w zupełnie innej roli – Mistrza, było przesłanie, że jeżeli człowiek ma pasję, kocha to, co robi i oddaje się temu, to po latach pracy i uporczywej walki o spełnienie zamierzeń, może być nie uczniem, a mistrzem. Może być Kimś!

Krystyna Weiher kl. III a


 Chudy, w okularkach, nie zapominając o garbieniu się… A najlepiej, żeby jeszcze, był nieporadny życiowo! Kiedyś, taki właśnie obraz prozaika czy poety stawał mi przed oczyma. Stereotyp.

Nie wiem, jak ja wyobrażałam sobie Jacka Dehnela, przed spotkaniem z nim. Może właśnie tak zupełnie standardowo? Jako człowieka z duszą poza ciałem? Duszą, którą przelewa na karty swoich opowieści, wplata pomiędzy wersy poezji.

Osobiście, spodziewałam się przede wszystkim innej atmosfery tego spotkania, większego entuzjazmu, radości życia, albo, chociaż ambitnego cynizmu czy też innych emocji i odruchów. EMOCJI! Zobaczyłam maskę. Idealnie dopasowaną, dokładnie zakrywającą wszelkie szparki i dziurki, żeby przypadkiem nic ze środka, nie uciekło do naszego świata. Jacek Dehnel, objawił mi się, jako człowiek, który potrafi pięknie pisać, tworząc opowieści i wiersze pełne barw i życia. A na zewnątrz…? Jakby był tylko pudełkiem, zwykłym kartonikiem, w którym ukryte są piękne, drogocenne skarby. Oczywiste, najważniejsze jest to, co mamy w środku, ale nawet przyglądając się obrazom, które przepełnione ładunkiem emocjonalnym, same za siebie świadczyły o wielkim talencie autora, czułam pustkę…

Gdy słuchałam wybranych fragmentów poezji, które czytane były na „jedną nutę”, chciało mi się krzyczeć… Zabrakło „tego czegoś”, co sprawia, że już pierwsze słowo drażni mój zmysł estetyczny, wyrywając z leniwego letargu.

Jestem pod wielkim wrażeniem twórczości Jacka Dehnela oraz jego wszechstronnych talentów artystycznych. Wciąż jednak bije się we mnie słowo „ale”. Niedosyt, jaki wywołała eliminacja uczuć i brak serca, podczas mówienia o czymś, co przecież nierozerwalnie związano z tymi pojęciami, pozostawiło owe złośliwe „ALE”…

Zuzanna Nowakowska kl. IIf


Dla jednych wydarzenie, dla innych rozczarowanie – spotkanie z Jackiem Dehnelem rządziło się takimi samymi prawami jak każde inne, choć nie było takie jak inne. Słynny absolwent, którego światową karierę możemy śledzić z perspektywy oliwskiego zacisza, powrócił po 10 latach do swojej szkoły. Pisarz rzeczywiście nie czuł się zbyt komfortowo w wielkiej auli w obecności przypadkowych (w dużej mierze) słuchaczy, z których nieliczni mieli za sobą lekturę jego książek. Ale nie w tym rzecz .....

W drugiej części, kiedy - dzięki pytaniom zadawanym nawet z końca sali - dystans miedzy autorem a publicznością wyraźnie się zmniejszył, powstała nowa sytuacja komunikacyjna - odbiorcy nie byli już skazani na milczenie. Tyle że prawdziwa rozmowa z poetą jest zapośredniczona przez poezję, a jeśli czytane przez niego teksty stają się nieme, to o prawdziwej rozmowie mowy nie ma....Cytując Zuzannę, słuchaczom „zabrakło czegoś, co drażni zmysł estetyczny, wyrywając ich z leniwego letargu”.

Zaproszony gość nie próbował uwieść publiczności, czytane wielokroć teksty miały mówić same za siebie. Podczas czwartkowego spotkania Jacek Dehnel zaistniał przede wszystkim jako słynny pisarz - w kontekście swojej kariery i z tym wizerunkiem musiał się zmierzyć. Prowokujące pytania nie zostały zadane, wiec i spotkanie było „politycznie poprawne”, a sam autor zdystansowany do całej sytuacji.

Trudno było pominąć wątek zawrotnej kariery Dehnela, bo - jak pisze p. Łucja Jacoń – „taki dorobek w wieku 29 lat musi robić wrażenie. I zrobił”. ALE w tym, co pisze Zuzanna, pobrzmiewa Gombrowiczowskie: „jak zachwyca, kiedy nie zachwyca”. Jacek Dehnel wspominany jest przez swoich nauczycieli i kolegów szkolnych jako ktoś wyjątkowo hojnie obdarowany przez los - wszechstronnie utalentowany zdobywca laurów olimpijskich. Niezliczona ilość nagród i wyróżnień, jakie mu przyznano, nie jest wynikiem jakiejś dehnelomanii, tylko - powiedzmy wprost – dowodem nieosiągalnej dla większości ludzi skali możliwości wybitnego człowieka. Czy to jest wystarczający powód do zachwytu? Na podziw bez wątpienia wystarczy, żeby polubić - niekoniecznie.

Krystyna pisze o spotkaniu z autorem jako spektaklu, który rozegrał się przed publicznością. Był to raczej teatr wyobraźni albo kammerspel dla „widzów pierwszego rzędu”. Zgodzę się z Zuzanną - zabrakło emocji, za mało było interakcji z publicznością. Jacek kontroluje swoje wypowiedzi. Jeśli się go nie zna, wydaje się kimś, kto nie gra swego dramatu na tej samej scenie życia. Wydaje się, że sam nie płacze, tylko opowiada o płaczu. Że przygląda się ludziom, ale nie jest ich ciekawy. Że nie pyta, co myślą, bo wie, co powiedzą. Opowiada historie ludzkich namiętności i dziwactw metodą z „Fotoplastikonu” – prawdziwi ludzie na fotografiach nie dochodzą do głosu, autor sam dopowiada ich myśli, tworzy anegdoty z ich życia. Obojętność czytelników „Balzakianów” wobec książki, w której Dehnel osiąga kunszt pisarski godny i Balzaka, i Tołstoja, nie jest dziełem przypadku. Okazuje się, że mistrzowskie sportretowanie kilku pokoleń naszego społeczeństwa nie jest warte tyle, co opowieść o jednej prawdziwej postaci, którą obdarza się miłością, czego dowodzi fenomen popularności bestsellerowej „Lali”. Może więc jednak twórczość nie jest tylko pracą umysłu – jak twierdzi autor, lecz niecierpliwością serca – jak twierdzili jego poprzednicy? Ale na te pytania pisarz będzie musiał sam sobie odpowiadać, żeby nie pozostać autorem jednej poczytnej powieści.

Błędne byłoby jednak pozostawienie wrażenia, że bohater spotkania to człowiek, którego życie jest poza życiem - podporządkowane tylko kolejnym planom wydawniczym i spotkaniom autorskim. Nic bardziej mylnego. Wystarczy zagościć w jego pięknym mieszkaniu na warszawskim Powiślu. To dom jak żaden inny, bo jego gospodarz to człowiek jak żaden inny! W tej zmitologizowanej przestrzeni tysiąca i jednej opowieści, w otoczeniu książek, obrazów, fotografii z ubiegłego stulecia, kolekcji przedmiotów pamiętających najdziwniejsze historie, czas płynie innym rytmem niż śpieszących się za oknem mieszkańców. Tu - jeśli podaje się herbatę, to ze świeżym imbirem, a jeśli kawę, to o smaku pomarańczy. I koniecznie w starej porcelanie. I żeby dopełnić smaku życia, słucha się albo Niny Simon, albo Astora Piazzolę, albo Satiego. Jacek Dehnel jest człowiekiem, którego podziwiam, dla którego mam przyjaźń, życzliwość i wielką sympatię. Bez którego (niezastąpionej) obecności nie mogę sobie wyobrazić już ani literatury, ani swojego życia.

Bożena Kudrycka

zdjęcia Kuba Nanowski II f